Handlujesz z maszynami: ile rynku należy do algorytmów
Wyobrażenie o rynku, na którym po drugiej stronie transakcji siedzi inny człowiek — ktoś, kto się boi, waha i myli tak jak Ty — jest wzruszające i nieaktualne od mniej więcej piętnastu lat. Zdecydowana większość zleceń na współczesnych rynkach nie przechodzi przez żadną ludzką rękę: składają je, modyfikują i kasują programy. Zanim zrobi się z tego straszak, uporządkujmy fakty: ile tego jest, co te maszyny właściwie robią i co z tego wynika dla tradera z platformą CFD na laptopie.
Najpierw słownik, bo mylenie pojęć fałszuje liczby
Handel algorytmiczny to każde zlecenie generowane lub prowadzone przez program według zapisanych reguł — od prostego skryptu dzielącego duże zlecenie na kawałki po fundusz kwantowy. HFT (handel wysokich częstotliwości) to jego wąska, wyczynowa podgrupa: strategie żyjące w skali mikrosekund, z serwerami stojącymi fizycznie w budynku giełdy, by sygnał miał krócej. Każdy HFT jest handlem algorytmicznym; odwrotnie — zdecydowanie nie. Gdy media piszą „roboty rządzą rynkiem", zwykle mieszają obie kategorie w jednym worku, przez co liczby skaczą jak chcą.
Giełdy akcji i futures: maszyny są większością
Rynki scentralizowane da się policzyć najlepiej i tam obraz jest jednoznaczny. Szacunki branżowe i akademickie dla amerykańskiego rynku akcji od lat konsekwentnie lokują udział handlu algorytmicznego w przedziale 60–75% obrotu, z czego na sam HFT przypada mniej więcej połowa całości wolumenu. Rozstrzał między badaniami wynika głównie z definicji (czy liczyć algorytmy egzekucyjne funduszy, czy tylko strategie autonomiczne), ale nawet dolna granica oznacza to samo: człowiek klikający zlecenie jest na giełdzie akcji mniejszością. Na rynkach kontraktów terminowych — w tym na kontraktach na S&P 500 i Nasdaq, których cienie handlujesz jako CFD — handel jest w pełni elektroniczny, a przewagę wolumenu maszyn ocenia się podobnie lub wyżej, bo to naturalne środowisko animatorów i arbitrażu.
Forex: rynek, który maszyny obsługują od kwotowania po egzekucję
Rynek walutowy — dzienne obroty rzędu kilku bilionów dolarów według cyklicznych badań Banku Rozrachunków Międzynarodowych — jest zdecentralizowany, więc jednej precyzyjnej liczby nie ma i nie będzie. Ale kierunek jest ten sam, a mechanizm głębszy niż na giełdach. Na głównych elektronicznych platformach międzybankowych udział zleceń generowanych algorytmicznie szacowano już dekadę temu na wyraźnie ponad połowę i od tego czasu tylko rósł. Ważniejsze jest jednak co innego: samo kwotowanie cen jest dziś czynnością maszynową. Ceny bid i ask, które widzisz na platformie, produkują silniki animacyjne banków i niebankowych dostawców płynności — programy aktualizujące kwotowania setki razy na sekundę. Zanim jakikolwiek człowiek zdąży pomyśleć o transakcji, cena, po której ją zawrze, została już ustalona, zaktualizowana i wycofana przez maszyny tysiące razy.
Warto wiedzieć, czym te programy się zajmują, bo „algorytm" to nie jeden gatunek:
- Animatorzy (market making) — wystawiają jednocześnie kupno i sprzedaż, zarabiają na spreadzie, dostarczają płynność. To oni sprawiają, że Twoje zlecenie wykonuje się w ułamku sekundy.
- Algorytmy egzekucyjne — narzędzia instytucji do dyskretnego handlu: tną wielomilionowe zlecenie na drobne kawałki rozłożone w czasie, żeby nie ruszyć ceny. Gdy w artykule o wolumenie pisaliśmy o czytaniu śladów dużego pieniądza — to właśnie te programy zacierają ślady.
- Arbitraż i HFT — wyłapują mikrosekundowe rozjazdy cen między platformami. Uboczny skutek dla Ciebie jest, o ironio, korzystny: to dzięki nim cena u Twojego brokera prawie nigdy nie odstaje od reszty świata.
- Algorytmy newsowe — czytają komunikaty makro w formacie maszynowym i handlują w milisekundy po publikacji. Pamiętasz z artykułu o kalendarzu, że w pierwszych minutach po odczycie rację miewają wyłącznie algorytmy? To są dokładnie te.
Broker CFD: maszyny po obu stronach szyby
A jak to wygląda w miejscu, w którym handluje detalista? Uczciwa odpowiedź brzmi: u brokera CFD algorytmiczne jest właściwie wszystko poza samym klientem — a coraz częściej i klient. Po stronie brokera: silnik cenowy agreguje kwotowania od dostawców płynności i nakłada spread; system zarządzania ryzykiem automatycznie decyduje, które pozycje klientów zabezpieczyć na rynku, a które trzymać na własnej książce; egzekucja, rollovery, wezwania do uzupełnienia depozytu — wszystko dzieje się bez udziału człowieka. Po stronie klientów: platformy typu MetaTrader od lat umożliwiają handel automatyczny (Expert Advisors), a do tego dochodzi copy trading, czyli algorytmiczne powielanie cudzych transakcji. Oficjalnych statystyk, jaki procent detalicznych zleceń CFD składają automaty, nikt nie publikuje — ale każdy, kto widział ofertę sklepów z „robotami forex" i serwisów kopiujących, wie, że to zjawisko masowe. O tym, jak kończy się kopiowanie cudzych systemów, mamy zresztą osobne studium przypadku.
Cena tej architektury: płynność, która umie zniknąć
Rynek zmajoryzowany przez maszyny jest na co dzień lepszy dla detalisty, niż był kiedykolwiek: spready ciaśniejsze, egzekucja natychmiastowa, ceny spójne globalnie. Ale ta sama architektura ma tryb awaryjny, który trzeba znać. Płynność dostarczana przez algorytmy nie jest obowiązkiem — jest decyzją, którą program może cofnąć w milisekundę. Gdy modele wykrywają warunki spoza swoich parametrów, wycofują kwotowania równocześnie, bo są do siebie podobne. Rynek finansowy widział już tego skutki: majowy flash crash na giełdach amerykańskich w 2010 roku, załamanie funta w ciągu kilku minut azjatyckiej nocy w październiku 2016, błyskawiczny zjazd jena w styczniu 2019. Wspólny scenariusz: cienki rynek, kaskada zleceń — w tym aktywowanych stopów, czyli pul płynności w akcji — i cena przelatująca przez próżnię, o której pisaliśmy przy poślizgu. Po kilkunastu minutach kursy wracały w okolice punktu wyjścia. Rachunki, które w międzyczasie zlikwidowano, nie wracały.
Co z tym ma zrobić człowiek
- Nie konkuruj tam, gdzie przewaga jest sprzętowa. Scalping w skali sekund i handel „pod odczyt" to dyscypliny, w których Twoim przeciwnikiem jest serwer w budynku giełdy. On ma krótszy kabel. Zawsze będzie miał.
- Konkuruj tam, gdzie maszyny nie mają przewagi: na horyzoncie. Cierpliwość, selekcja transakcji, konsekwentne zarządzanie ryzykiem i wielkością pozycji nie wymagają mikrosekund — i to jest jedyne boisko, na którym detalista nie stoi na przegranej pozycji z definicji.
- Projektuj ryzyko na rynek z trybem awaryjnym. Skoro płynność umie zniknąć w sekundę, wielkość pozycji musi zakładać, że stop może wykonać się z poślizgiem — nie w każdą środę, ale w tę jedną, o której potem piszą raporty regulatorów.