Zarabiać na cudzych stratach? Sprawdziliśmy. Naprawdę.
Jest trzecia w nocy, forum tradingowe, wątek numer tysiąc. Ktoś pisze: „Skoro 80% ludzi na CFD traci, to wystarczy robić odwrotnie niż oni i mamy maszynkę do pieniędzy. Czemu nikt tego nie robi?!" Pod spodem czterdzieści odpowiedzi i ani jednego dowodu. Więc postanowiliśmy dostarczyć dowód. Postawiliśmy prawdziwe rachunki, prawdziwe automaty i prawdziwy kopier zleceń — i przez kilka miesięcy zarabialiśmy na przegrywaniu. A przynajmniej taki był plan.
Pomysł jest genialny w swojej prostocie. Nazywa się contra-copy, reverse copy, odwrotne kopiowanie — i działa tak: znajdujesz system, który konsekwentnie traci. Podpinasz kopiarkę. Każde jego „kup" staje się twoim „sprzedaj". Jego krzywa kapitału leci w dół, twoja — lustrzane odbicie — szybuje w górę. Perpetuum mobile zbudowane z cudzej nieudolności. Nie musisz nawet umieć grać. Wystarczy, że ktoś inny umie przegrywać.
Brzmi zbyt pięknie? No właśnie. Ale zamiast machnąć ręką, potraktowaliśmy pomysł śmiertelnie poważnie — bo tylko tak można go uczciwie pogrzebać. Albo, kto wie, odkryć żyłę złota. Grudzień 2017, rachunki w mForex, do dzieła.
Laboratorium: pięć automatów, które miały jedno zadanie — przegrywać
Zasady eksperymentu były proste i bezlitosne. Żadnego „ręcznego sterowania", żadnych wymówek w stylu „emocje mi weszły". Wzięliśmy sprawdzony gridowy Expert Advisor i dobraliśmy pięć zestawów ustawień, które w back-testach regularnie traciły — EURUSD, AUDNZD, take profit ~50 pipsów, stop loss 8–10% kapitału, w części wariantów martyngał malejący. Automaty handlowały na kontach master, a komercyjny kopier w tym samym momencie otwierał każdą transakcję w drugą stronę na kontach slave. VPS pilnował, żeby nic nie spało. My pilnowaliśmy wyników.
Dlaczego grid? Bo to podręcznikowy portret stratnego tradera detalicznego, tyle że zaklęty w kod: zarabia w ~80% transakcji drobniaki, uśrednia straty, a raz na jakiś czas dostaje w twarz głęboko odsuniętym stop lossem. Dokładnie tak — udowodnili to Kahneman i Tversky, zanim ktokolwiek słyszał o CFD — gra ludzki mózg: zysk ucina natychmiast (ulga!), stratę hoduje do bólu (nadzieja!). Wybraliśmy więc na dawcę sygnału zdigitalizowaną ludzką słabość. Idealna ofiara.
Podejrzany nr 1: krzywe zwierciadło, czyli spread bierze haracz dwa razy
Pierwsza rzecz, którą odkrywasz w praktyce, a którą teoria zbywa machnięciem ręki: to nie jest lustro. To krzywe zwierciadło z wesołego miasteczka. Pozycje otwierasz po ask, zamykasz po bid — spread i prowizję płacisz przy każdym wejściu i wyjściu, po swojej stronie, i nie obchodzi go, że jesteś „tylko odbiciem".
A teraz najlepsze: stratne automaty traciły w dużej mierze właśnie na kosztach — bo handlowały dużo i gęsto. Odwracając je, przejmujesz kierunek, ale tarcie zostaje twoje. Odwrotność stratnego systemu to nie zyskowny system. To drugi stratny system, który patrzy na pierwszy przez krzywe szkło i płaci ten sam haracz.
Podejrzany nr 2: skalping, którego nie da się odwrócić fizycznie
Jeden wariant miał take profit 4,5 pipsa — celowo, żeby sprawdzić granice. Werdykt: przy tak krótkich ruchach odwrotne kopiowanie umiera, zanim się urodzi. Kopier ma opóźnienie. Rynek ma poślizgi. Zamknięcie następuje po drugiej stronie widełek bid/ask. Kiedy te trzy rzeczy zjedzą swoje, z 4,5 pipsa przewagi zostaje wspomnienie. Odwracać można tylko strategie z szerokimi TP i SL — czyli, jak na ironię, dokładnie ten typ handlu, w którym stratnych dawców jest najmniej.
Podejrzany nr 3: stratne systemy przestają tracić, gdy się na nie patrzy
A teraz zwrot akcji, którego nie przewidzieliśmy. Część automatów, wybranych właśnie za to, że w back-testach szorowały po dnie, na forward testach zaczęła… zarabiać. Na koncie master. Tym, które miało przegrywać. Nasz starannie wyselekcjonowany nieudacznik nagle dostał formy — a jego lustrzane odbicie, nasza maszynka do pieniędzy, zaczęło krwawić.
Wniosek jest równie zabawny, co brutalny: znalezienie systemu, który konsekwentnie traci, jest dokładnie tak samo trudne jak znalezienie takiego, który konsekwentnie zarabia. Konsekwentne mylenie się wymagałoby anty-umiejętności — negatywnej przewagi nad rynkiem — a monety nie da się rzucać tak, żeby zawsze wypadła reszka. Po odjęciu kosztów i stratni, i zyskowni wyglądają jak szum. A ci, którzy naprawdę tracą zawsze? Ich konta znikają. Nie ma kogo kopiować. Rynek pożera własne przynęty.
Podejrzany nr 4: lustro odwraca też psychologię. Twoją.
Wróć do rytmu grida z Rys. 2: dużo drobnych plusów, rzadkie głębokie minusy. Odwróć go. Twój rachunek slave krwawi po trochu w 80% transakcji i czeka na rzadki, duży ruch, który wszystko odkupi. Tygodniami. Na czerwono. Bez gwarancji, że w ogóle przyjdzie. Czyli musisz robić dokładnie to, czego teoria perspektywy zabrania ludzkiemu mózgowi — spokojnie patrzeć na rosnącą stratę i nie mrugnąć.
I tu pętla się domyka: żeby zarabiać na cudzej słabości psychicznej, sam musisz być psychicznym twardzielem. A gdybyś nim był — nie szukałbyś drogi na skróty przez cudze rachunki.
Aha, i jeszcze jedno: ktoś już to robi. Zawodowo.
Instytucja, która odwraca pozycje stratnych klientów, istnieje, prosperuje i ma licencję. Nazywa się broker w modelu market maker. Ma komplet danych o transakcjach, zerowy spread po własnej stronie i egzekucję bez opóźnień. Ty, z kopierem, poślizgiem i detalicznym spreadem, siadasz do tej samej gry w roli klienta kasyna, który wpadł na pomysł, że będzie kasynem. Kasyno życzy powodzenia i nalicza spread.
Epilog: co zostało z maszynki do pieniędzy
Contra-copy to najelegantszy test na rozumienie rynku, jaki znamy: brzmi jak arbitraż, a jest anegdotą. Eksperyment nie pokazał, że pomysł jest „prawie dobry" — pokazał, że każdy jego filar próchnieje osobno. Koszty się nie odwracają. Stratność nie jest trwała. Egzekucja gubi pipsy. A psychologia lustra jest trudniejsza niż oryginału.
Ale jest puenta, której facet z forum o trzeciej w nocy nie usłyszy, bo nie chce: te miesiące nauczyły nas więcej niż niejeden zyskowny kwartał. Że back-test bez forward testu to horoskop. Że koszty transakcyjne są cichym wspólnikiem każdej strategii — i nigdy twoim. Że rynek nie rozdaje darmowych sygnałów, nawet ze znakiem minus. Kto szuka pozytywu praktycznego: rzadszy handel, mniejszy lewar, pozycje zamykane przed rolloverem, wielkość pozycji liczona od stop lossa. Nudne jak flaki z olejem — ale w przeciwieństwie do luster działa w jedną, właściwą stronę.
Dla dociekliwych: dlaczego systemy wyglądające solidnie na danych historycznych rozsypują się przy pierwszym wstrząsie, którego w historii nie było — o tym Nassim Nicholas Taleb w „Antykruchości". Lektura obowiązkowa dla każdego, kto właśnie znalazł „pewny system". Zwłaszcza stratny.