Stop loss: jedyna liczba, którą znasz z góry
O zysku na rynku decyduje rynek. O maksymalnej stracie — możesz zdecydować Ty, zanim cokolwiek się wydarzy. To jedyna asymetria w tradingu, która działa na korzyść drobnego gracza, i jednocześnie ta, z której rezygnuje się najchętniej. Ironia? Owszem. Rynek jest jej pełen.
Matematyka, która nie negocjuje
Strata i zysk nie są symetryczne. Po obsunięciu o 10% wystarczy odrobić 11%, żeby wrócić do zera. Po stracie 30% trzeba już 43%. Po stracie 50% — pełnych 100%. Ta krzywa rośnie coraz szybciej, a dźwignia w CFD sprawia, że po niej nie idziesz, tylko zjeżdżasz. Wniosek jest nudny i dlatego skuteczny: małe straty są kosztem prowadzenia działalności, duże straty są końcem działalności. Cała sztuka polega na tym, żeby te pierwsze nigdy nie miały szansy stać się tymi drugimi.
Dlaczego „na oko" nie działa
Najczęstszy sposób ustawiania stopa to intuicja: „tu jakoś nie powinno dojść". Problem w tym, że rynek nie czyta cudzych intuicji, za to świetnie czyta zmienność. Stop ustawiony zbyt ciasno wypada od zwykłego szumu — pozycja słuszna kierunkowo zamyka się na stracie, po czym rynek uprzejmie idzie tam, gdzie miał iść, już bez nas. Stop zbyt szeroki z kolei przestaje czymkolwiek być: to nie hamulec, to dekoracja. Drugi klasyk to ruszanie stopa w trakcie: „jeszcze chwilę, zaraz zawróci". Historia rachunków detalicznych to w dużej mierze historia stopów przesuwanych w stronę nadziei.
ATR: niech granicę wyznaczy zmienność, nie emocje
Istnieje od dekad narzędzie, które robi dokładnie to, czego potrzeba: ATR (Average True Range) — średni rzeczywisty zakres ruchu z ostatnich N sesji, opisany przez J. Wellesa Wildera jeszcze w 1978 roku. ATR nie mówi, dokąd pójdzie rynek. Mówi coś praktyczniejszego: jak daleko rynek zwykle chodzi. Skoro instrument w typowy dzień wędruje o X, to odchylenie mniejsze niż X jest szumem, a wyraźnie większe — informacją, że dzisiejszy scenariusz przestał obowiązywać.
poziom unieważnienia = cena otwarcia ∓ 1,5 × ATR(14)
Każdy sygnał publikujemy z tą granicą wyliczoną z 14 ostatnich sesji dziennych — tą samą formułą, każdego dnia, dla każdego instrumentu. Mnożnik 1,5 to kompromis: 1×ATR bywa testowany przez zwykłe wahania, 2–3×ATR pasuje do pozycji trzymanych tygodniami, nie do intraday. Jeśli kurs przekroczy granicę przeciwko sygnałowi, nasza historia rozlicza wynik na tym poziomie — strata zostaje ucięta w metodologii, a wpis (z oznaczeniem „U") ląduje w Realizacjach jak każdy inny. Bez retuszu.
Kompletna transakcja ma trzy liczby
W tym serwisie każdy sygnał od zawsze miał dwie liczby: kierunek z prawdopodobieństwem oraz wyjście czasowe (16:45 NY — take profit z zegarka, nie z chciwości). Od wersji 2.0 ma trzecią: poziom unieważnienia. Dopiero komplet tworzy scenariusz, który można uczciwie rozliczyć — wiadomo, kiedy miał rację, kiedy się mylił i ile dokładnie kosztowała pomyłka. Sygnał bez zdefiniowanej straty to nie strategia, tylko opinia z dźwignią.
A Twój własny stop?
Tu musimy być precyzyjni, bo to ważne: poziom unieważnienia opisuje, jak my liczymy naszą historię — nie jest poleceniem, gdzie masz ustawić swoje zlecenie. Właściwy stop dla Ciebie zależy od rzeczy, których nie znamy i znać nie możemy: wielkości Twojego rachunku, dźwigni, spreadu u Twojego brokera i tego, jaką stratę jesteś w stanie przyjąć bez ruszania zlecenia. Klasyczna literatura zarządzania ryzykiem podpowiada kolejność odwrotną do intuicyjnej: najpierw ustal, ile możesz stracić na jednej transakcji (często mówi się o pojedynczych procentach kapitału), potem zmierz dystans do sensownego poziomu unieważnienia, a dopiero z tych dwóch liczb wynika wielkość pozycji. Nie odwrotnie. Nigdy odwrotnie.
Jedno jest uniwersalne i wolno to powiedzieć wprost: stop ustawiony przed transakcją i nieruszany w jej trakcie to różnica między strategią a improwizacją. My swojego nie ruszamy — jest zaszyty w kodzie. Emocje nie mają do niego dostępu, co jest zresztą jedyną znaną nam metodą wygrywania z własnymi emocjami: nie zapraszać ich do rozmowy.